Najnowsze wpisy, strona 6


EMOCJONALNA SINUSOIDA
Autor: postal
Tagi: cześć postal  
04 stycznia 2009, 00:58

Moją cudowną metamorfozę chuj strzelił. W ciągu 3 sekund, za sprawą jednego zdjęcia.

Wszystko, nad czym ciężko (w moim odczuciu) pracowałem diabli wzięli.

 

Dobry Bóg dał, Dobry Bóg zabrał. Dzięki Ci Boże, próbuj dalej.

 

Znów czuję nienawiść. Znów czuję gniew. Znów chcę zabijać. Ale nie AŻ TAK, tylko trochę.

Ty głupia suko, a żeby cię… Żeby jego… Żeby was… Żeby waszych przyjaciół, kolegów i znajomych. Wasze potomstwo i sąsiadów…

 

Mądra dziewczynka! Dobrze, że nie pozwoliła mi podejść bliżej.

To wszystko dzieje się tylko w mojej głowie.

 

Kocham Cię, więc giń!!

A TY nawet nie chcesz mnie znać…

Bardzo rozsądnie.

 

Tik-tak, tik-tak, tik-tak…

Babciu, Mamo. Tylko Wy trzymacie mnie prosto. Kiedy Was zabraknie wszystko się zawali i nie obchodzi mnie, co mi zostawiacie.

Byle przetrwać do końca świata. Mojego prywatnego.

TESKNOTA
Autor: postal
Tagi: tęsknota  
03 stycznia 2009, 14:18

Tęsknię.

Tęsknię za 30 centymetrowym śniegiem, tęsknię za ciągłą obecnością ludzi, do których zawsze mogłem się odezwać. Tęsknię za przestrzenią, za wolnością, tęsknię za aktywnością, za ruchem. Tęsknię za przyjaciółmi, których miałem, a których zabiłem. Tęsknię za miłością, którą kiedyś przeżywałem.

 

To już bezpowrotnie stracone.

Ale jeszcze wszystko przede mną.

Ja żyję. I mam się dobrze.

ZAKOPANE
Autor: postal
Tagi: sylwester  
01 stycznia 2009, 01:18

 

     Pierwszego dnia chciałem natychmiast uciekać.

Od razu poszedłem do sklepu po wódkę.

300 kilometrów od domu, uwięziony na jakimś zadupiu, na krańcu kraju, otoczony obcymi ludźmi, dziwnymi ludźmi. Wyrwany z bokowiska, przeniesiony do całkiem innego, nieznanego środowiska, innego świata.

     W ramach integracji poszliśmy na Krupówki, czułem się zobligowany iść z grupą z pokoju (dziesięcioosobowego, który zaanektowaliśmy w dziewiątkę), chociaż bałem się, bardzo się bałem, bałem się wszystkiego. Kolorowych świateł, tłumów na ulicach, zaprzężonych w konie bryczek, jeżdżących niebezpiecznie blisko, nawet góralskiej kapeli w karczmie… Tylko butelka w kieszeni na piersi i 13 stopniowy mróz były znajome.

     Cieszyłem się, kiedy wróciliśmy do kwatery i poszli spać, ale długo nie mogłem zasnąć, a kiedy mi się wreszcie udało 2 razy budziłem się w nocy czując duszność.

 

     Drugiego dnia zaczęło mi się podobać.

Podzieliliśmy się na 2 obozy.

     Zostałem przywódcą tych, którzy chcieli zwiedzać. Wieczorem przy wódki butelce nazwaliśmy się Oddział Delta, jednogłośnie (ja głosowałem pierwszy) mianowany zostałem Sierżantem. Drugą grupkę ochrzciliśmy Gamma, gamma jak geje. Trochę bez sensu, ale pijany się nie myli.

     Jako dowódca Delty opracowałem trasę wycieczki i zostałem przewodnikiem. Krupówki – Gubałówka – Butorowy Wierch – Baza. Wspominałem, że mieszkaliśmy w stu letniej szkole?

<kurwa! jebane jego mać PKP! musimy spóźniony ekspres przepuścić, cofają mi skład o 5 kilometrów! chuje>

     Krupówek w dzień nie poznałem. W nocy jednak robią lepsze wrażenie.

Wjazd na Gubałówkę, dno. W wagoniku zrozumiałem, jak musieli się czuć załogi T-80 w Kuwejcie. Jedyna różnica, to, że czołgi nie są przeszklone, ale widziałem tylko drzewa, nic poza tym.

Za to widok ze szczytu… Nie do opisania.

     Przestrzeń (a ja myślałem, że jak wejdę na dach swojego wieżowca to mam przestrzeń), niewyobrażalna przestrzeń, ograniczona leżącymi gdzieś hen w oddali, majestatycznymi, tytanicznymi pasmami gór, opasanymi porozdzieranymi strzępkami mgły, o graniastych wierzchołkach ginących w chmurach.

<Kraków, zniknął pokrywający wszystko lśniącą, puszystą warstwą śnieg, który tak pokochałem…>

Szok, wyciskający z oczu łzy. Długo tak stałem i się gapiłem, zauroczony.

     Zjazd kolejką z Buforowego Wierchu. Dyndająca kilkanaście metrów nad głowami jeżdżących narciarzy krzesełkowa gondola. Potok adrenaliny, potop euforii.

     Po obiedzie w bazie wyruszyliśmy jeszcze na Kasprowy Wierch, ale tylko zrobiliśmy niepotrzebnie hektar, bo kolejka była nieczynna.

     Zacząłem żałować, że będę tu tak krótko. Mógłbym tu zamieszkać. Na zawsze.

 

     Z pewną dozą niechęci wypożyczyłem narty. Z pewną dozą nieśmiałości zjechałem z 1/4 stoku. Przeżyłem. Zjechałem z 1/2. Przeżyłem. Kupiłem karnet na wyciąg. Kupiłem następny karnet. I jeszcze jeden. 6 godzin z jedną przerwą na grzane piwo. Ale mnie wessało. Jeździłem jak wariat. Pod koniec pokonanie stoku zajmowało mi 6 sekund. Wyciskająca z oczu łzy prędkość, wywalający się po drodze amatorzy, których wymijałem z dzikim krzykiem. Im bliżej, tym lepiej. Nie upadłem ani razu, nie licząc tego, kiedy wjechała we mnie gruba kobieta, ale ja wtedy stałem w kolejce do wyciągu. To się nie liczy. A baba była jak pocisk, wyrwało mnie z nart. Za którymś razem, kiedy podjeżdżałem pod górkę, popłakałem się ze szczęścia, kiedy w słuchawkach usłyszałem „Pozytywnie, nie wyłączaj mi tego…”. Tak było mi dobrze. Na te parę godzin odnalazłem swój eden. Chyba kupie sobie narty.

<od Zakopanego do Kielc prywatny przedział w Intercity, zerowa klasa za 28zl, nieźle. tylko desperaci wyjeżdżają tego dnia z Zakopanego, kiedy wszyscy normalni ludzie chieliby się tu dostać>

 

     No i wróciłem. 31-go. Dlaczego? Skończyły mi się pieniądze. Kiedy zajrzałem dzisiaj rano do portfela miałem 32 złote.

NARTY
Autor: postal
Tagi: narty  
28 grudnia 2008, 00:00

„Nie chcę Cię znać, zniknij z mojego życia”. Powiedziała mi to prosto i rzeczowo, tak jak prosiłem.

Ciężko będzie mi się z tym pogodzić. Miałem nadzieję, że może będziemy mogli czasem porozmawiać o książce, iść do kina na kreskówkę. Straciłem nieodwracalnie kogoś bardzo wartościowego.

Jeszcze parę miesięcy temu dokładnie tego chciałem. Jest tyle pasji do nas we mnie teraz.. Jakoś dam rade. Trzeba żyć.

 

Jutro jadę do Zakopanego. Spędzę tam Sylwestra.

Zapowiada się bardzo interesująco. Pierwszy raz wyrywam się z bokowiska.

Postaram się nie połamać nóg na nartach.

NIENAWISC
Autor: postal
Tagi: nienawiść  
25 grudnia 2008, 18:27

Nigdy nie byłem nienawidzony.

No dobrze, na pewno byłem, ale nie zwracałem na to uwagi. Nie obchodziło mnie w najmniejszym stopniu, co kto do mnie czuje.

 

     Przedwczoraj byłem w Epiku kupić prezenty dla Rodziny. Była tam, więc podszedłem złożyć świąteczne życzenia. Ten wzrok… Długo nie mogłem się otrząsnąć. Nikt nigdy tak na mnie nie patrzył. Kilka dni wcześniej jej przyjaciółka, ale było w tym zdecydowanie mniej nienawiści, a więcej pogardy (kolega, który był ze mną spytał: „Co to za laska i czemu patrzyła na ciebie, jak na robala?”). W spojrzeniu Agnieszki była pierwotna nienawiść w najczystszej formie. Gdyby wzrok mógł spopielić, odparowałaby mnie w ciągu ułamka sekundy. Nie spuściłem jednak oczu, wytrzymałem, dokończyłem życzenia. W odpowiedzi zasyczała przez zaciśnięte zęby „I wzajemnie”.

 

     Nie zrobiło mi się bynajmniej przykro. Nie od razu. Poczułem zaskoczenie, zaciekawienie, fascynację, zaintrygowało mnie to. Pogrążyłem się w analitycznej zadumie (jakbym odkrył coś zupełnie nowego, ale czy nie było tak w istocie?), z którego wyrwały mnie słowa kasjerki „Zapomniał Pan Karty!!”

 

     Teraz mnie to jednak męczy. Nie wiedziałem, że ona potrafi nienawidzić. Moja idealna Agnieszka, którą sobie wymyśliłem nie potrafiłaby.

Chciałbym coś zrobić, by mi wybaczyła. Nie. Żeby przestała mnie nienawidzić, że mi przebaczyła twierdzi.

Właściwie nie wiem, dlaczego to mnie gryzie. Nie będziemy się widywać. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego, to mi już powiedziała. To chyba dobrze, nie mam pewności, czy nie skończyłoby się tak samo.

 

Ale to chujowo mieć świadomość, że na świecie jest ktoś, kto mnie nienawidzi z całego serca.

SZUKANE, ODNALEZIONE
Autor: postal | Kategorie: stuff 
Tagi: odnalezione  
24 grudnia 2008, 13:59

FILIA

 

            - Zamówisz coś w końcu?

Filia gwałtownie otworzyła oczy czując szturchnięcie w bok. Kilkakrotnie zamrugała powiekami starając się otrząsnąć z resztek snu, który nadszedł znienacka kojąc jej udręczony umysł. Sen jednak wcale nie przyniósł ulgi, wręcz przeciwnie zrodził kolejne wątpliwości.

            - Słuchaj, albo coś zamówisz, albo wynoś się stąd. To porządna karczma, a nie noclegownia dla włóczęgów!

Filia ponownie zamrugała powiekami. W miejscu, z którego dobiegał głos nie było nikogo. Szybko podniosła się do pozycji siedzącej dźwigając głowę z mocno sfatygowanego, lepikiego od rozlanego piwa blatu dębowego stołu.

            - Kto? Gdzie??

            - Tu na dole!! Wy wielkoludy jesteście takimi egocentrykami! -Niewidoczny rozmówca zaskrzeczał wściekle tupiąc ciężko obutą stopą w drewniane klepki równie lepkiej posadzki.

            - Przepraszam, nie chciałam pana urazić... -Jęknęła Filia pąsowiejąc ze wstydu. Jej rozmówca stał tuż obok jej krzesła, z tym że głową nie sięgał nawet wysokości blatu stołu.

            - Przeprosiny przyjęte, a teraz powiedz, co mam podać, tylko się streszczaj klienci czekają.

            - Cokolwiek, może...

            - Słuchaj, masz ty w ogóle pieniądze? -Spytał karzeł przyglądając się podejrzliwie Filii.

            - Pieniądze? Jestem kapłanką, jedną ze Złotych Smoków, opiekunów Świata, stróżów harmonii, nie mam żadnych pieniędzy...

            - Buhahaha!! -karzeł wybuchnął nagłym śmiechem uderzając się dłonią w kolano. - A ja jestem Chaosem!! Dobre sobie! Nie masz pieniędzy to nie jesz, no i nie masz powodu zajmować dłużej tego miejsca!! Wynocha i to już!

Filia najpierw poczerwieniała, aby po chwili posinieć z gniewu, który nagle owładnął jej zazwyczaj spokojnym umysłem, całkowicie zaślepiając zdrowy rozsądek. Jedną ręką złapała bezczelnego karła szczerzącego czarne zęby w złośliwym uśmiechu za kołnierz i bez trudu uniosła go do góry na wysokość swojej twarzy.

            - Słuchaj bucu!! –zaczęła wrzeszcząc prosto w tym razem wystraszoną gębę oberżysty. – Jeszcze raz ci powtarzam, że jestem Kapłanką Złotych Smoków i nie potrzebuje pieniędzy, żeby się najeść do syta i mogę przebywać gdziekolwiek zechcę i jak długo zechcę!! Rozumiesz?? –Dla zaakcentowania wagi ostatniego słowa Filia parokrotnie mocno potrząsnęła trzymanym karłem.

- Jjaakk ssobbie żżyyczzyszz... –wymamrotał karzeł podzwaniając zębami. – Gurp!! Gurp chodź tu prędko i uwolnij mnie od tej pokręconej baby!

- Kogo niby nazywasz „pokręconą babą”?? –tym razem w błękitnych i trochę gadzich oczach łagodnie wyglądającej kapłanki zapłonął ogień.  – Zaraz zobaczysz, do czego zdolny jest rozjuszony smok!!

Filia odciągnęła ramię do tyłu, mocno zacisnęła delikatną piąstkę i już miała przyłożyć nią w bulwiasty nochal oberżysty, kiedy wielka łapa spoczęła na jej barku odciągając ją jednocześnie do tyłu. Po chwili owłosiona pięść zadała cios prosto między jej rozszerzone ze szczerego zdumienia oczy.

            - Mówiłem ci Gurp durniu, żebyś nie bił gości, a zwłaszcza babek!! I zobacz jaki bałagan narobiłeś! Wywaliłeś w ścianie dziurę!! –zaskrzeczał wściekle karzeł podnosząc się z podłogi po chwilowym oszołomieniu. – Nie ma się na co gapić! –wrzasnął do klientów, którzy na dźwięk łamanych stołów  i krzeseł skierowali na nich spojrzenia. – Gurp, idę po zmiotkę, czeka cię sprzątanie! –rzucił przez ramię oddalając się w kierunku kuchni.

Wielki włochaty ogr o głupkowatym wyrazie paskudnej gęby skinął tylko głową rozcierając zgruchotany nadgarstek...

            - Łeb twardy jak skała. –stęknął boleśnie.

Nagle drzwi oberży wyleciały z zawiasów i z hukiem przeleciały przez całą szerokość obszernej izby wbijając się w ścianę oddzielającą kuchnię od kontuaru. Spojrzenia wszystkich błyskawicznie spoczęły na ziejącej mrokiem nocy dziurze po framudze drzwi. Twarze wszystkich gości śmiertelnie pobladły, kiedy z ciemności wyłoniła się dysząca wściekle złotowłosa kapłanka w mocno wygniecionych i zabrudzonych szatach. Najbardziej jednak zbladł Gurp. Filia stanęła na środku izby zataczając zamaszysty krąg fioletową peleryną. Złączyła dłonie i wycelowała je w ogra. Błysnęło oślepiające światło, po którym nastąpiła silna eksplozja. Część gości pośpiesznie opuściła lokal (zapominając uiścić należnej opłaty), a pozostali nieliczni (którzy nie mogli na własnych nogach opuścić karczmy) pochowali się pod stołami. Zza kontuaru wybiegł karzeł wrzeszcząc przeraźliwie i wymachując rękami.

- Przestań, przestań!! Rozwalisz mi cały lokal!

Filia jednak nie słyszała już jego głosu. Nie słyszała niczego, jedynie pulsującą pod sklepieniem czaszki krew. Jej postać otoczyła łuna jasnego światła, które wkrótce skryło jej całą sylwetkę w oślepiającym blasku. Jej ciało powoli zaczęło rosnąć płynnie zmieniając kształty. Głowa wydłużyła się przybierając formę monstrualnego gadziego pyska, usta przekształciły się w potężne szczęki wypełnione ostrymi niczym sztylety zębami. Ręce zmieniły się w silne łapy uzbrojone w długie i ostre jak noże pazury, nogi przeistoczyły się w umięśnione tylne łapy. Z pleców wyrosły i rozwinęły się skrzydła, pojawił się też długi ogon. Wkrótce całkiem duże pomieszczenie oberży przestało być wystarczająco wielkie, aby pomieścić olbrzymie smocze cielsko. Ściany zawaliły się na zewnątrz, a sufit uniósł się w powietrze. Wszystko to trwało dobrą chwilę, podczas której nie rozległ się żaden dźwięk, nikt się nie poruszył, wszyscy, którzy nie zasłonili oczu w przerażeniu (albo w ogóle byli w stanie widzieć cokolwiek) wgapiali się w Filię z rozdziawionymi gębami i wytrzeszczonymi oczami. Smok zaryczał triumfalnie, powłóczystym spojrzeniem omiótł z satysfakcją wyraźnie widoczną w ogromnych gadzich oczach gruzy karczmy, po czym rozpostarł skrzydła i kilkoma potężnymi zamachami wzbił się w powietrze. Zatoczył leniwie koło, jeszcze raz zaskrzeczał i poszybował na zachód, wkrótce niknąc gdzieś na horyzoncie.

WIELU UMARLO, BY DOPIERO SIE NARODZIC
Autor: postal
Tagi: alive... again  
24 grudnia 2008, 00:01

 

Tik-tak, tik-tak, tik-tak…

Czas… Czas… Czas…

 

Płynie, biegnie, leci, gna nieubłagany.

Przynosi zmiany.

Narodziny, młodość, adolescencja, wiek średni, starość, umieranie.

Rozkład, zapomnienie, niebyt, ostatecznie całkowite wymazanie.

Wielu umarło, by dopiero się narodzić. Domyślasz się, o co może się rozchodzić?

 

To nie tryumfalny powrót POSTALA, to nie koniec ticala.

To przedłużenie, kontynuacja, nowe wcielenie, z nawiązaniem do przeszłości.

Trzeba pamiętać. Pamięć determinuje świadomość, pozwala uczyć się na błędach.

 

Niby ten sam, a całkiem inny. Wiele zła winny.

Żałuję za wszystko, co narobiłem. Kogo mogłem, przeprosiłem.

 

Różne były na to reakcje.

Mogę iść dalej. Budować relacje.

 

Naprawić się nie da tego, tego co znikło. Spróbuje od początku, ciśnienie ucichło.

 

Tik-tak, tik-tak, tik-tak…

Czas… Czas… Czas…

WITU
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: witu  
22 grudnia 2008, 14:20

rozmawiałem z jej przyjaciółmi. nie zauważyli niczego niepokojącego. niczego niepokojącego bardziej, niż zwykle.

tkwi w tym samym piekle, w którym ja byłem jeszcze 2 tygodnie temu, przez półtorej roku.

nieszczęśliwa miłość do nieodpowiedniej osoby. ślepa, głucha i głupia. platoniczna, patetyczna, żałosna i śmieszna.

wystarczyło powiedzieć „i don’t want you here no more”, a nie wkręcać mi chore jazdy.

może zasłużyłem.

 

na szczęście odnalazłem swoje WITU, gdzie nic nie jest do kitu.

MNIEJ NIŻ ZERO
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: mniej niż zero  
22 grudnia 2008, 01:18

jestem dla niej nikim. stałem się mniejszy od zera.

gówno na chodniku, tym dla niej jestem. nic nie znaczę.

ja wydostałem się ze swojego piekła. naiwnie myślałem, że będzie na mnie czekać przed wyjściem.

teraz ona jest w swoim własnym piekle, nie chce mi powiedzieć, o co chodzi, nie chce mojej pomocy, tak jak ja nie chciałem przyjąć jej od niej. zbywa mnie lakonicznymi stwierdzeniami, że „jest w ciężkiej sytuacji”, „że ma problemy”.

czuję, że to coś strasznego i bardzo się o nią boję. bardzo się martwię. kiedyś to było dla mnie puste słowa, teraz czuję te emocje z pełną siłą.

to nie do zniesienia. to mnie wykańcza. miałem koszmarne sny.

zrobię to, co mi karze. przestanę się wpieprzać w jej życie, pozwolę żyć, w końcu nie było mnie tak długo.

skoro sama chce przejść przez swoje piekło, będę na nią czekał.

będę czekał pod wyjściem.

NIE, TO JESZCZE NIE KONIEC
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: do broni  
20 grudnia 2008, 14:32

cierpliwość palcem dół wykopie.

jeśli czegoś bardzo chcesz, możesz to mieć.

 

kiedy nie będzie lekko, stawiaj czoło inwazji. powiedz, nie takie piekło pokonaliśmy w azji.

PODDAJĘ SIĘ, DO ODWOŁANIA
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: pas  
19 grudnia 2008, 23:17

wczoraj myślałem, że już ją mam.

dzisiaj sytuacja wydaje się być znów beznadziejna.

tracę zapał.

 

naprawić się nie da, tego, co znikło.

WIGILIA
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: wigilia  
17 grudnia 2008, 23:34

nic tak nie cieszy człowieka, jak to, że zawsze miał rację.

wigilia na uczelni zakończona „domówką”, na którą przyszedł kolega z poprzedniej grupy na studiach.

napił się i zaczął pucować o agnieszce i łukaszu.

poruchał, poruchał i zostawił. cały czas "był" z 3 dziewczynami na raz.

ja miałem rację, a ty się myliłaś.

a nie mówiłem?

 

hahahah…

z czego ja cieszę japę?

hmm… a co mi tam, wygrałem.

DLA ELWIRKI, POZYTYWNIE
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: pozytywnie  
14 grudnia 2008, 01:41

pozytywnie, nie wyłączaj mi tego. w tym, że jest dobrze, chyba nie ma nic złego.

 

elwirka.

dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. zrobiłaś bardzo wiele, więcej niż ktokolwiek inny. więcej niż agnieszka, więcej niż piotrek, więcej niż mama.

dziękuję ci bardzo. nigdy tego nie zapomnę.

masz pewną miejscówkę w niebie. gj, misja zakończona sukcesem. szczerze. ocaliłaś człowieka.

 

nie oszukujmy się. nie polubiliśmy się, nie polubiłaś mnie.

wampir energetyczny.

między nami półtorej metra przestrzeni, repulsa aż chciałaś polizać.

mowa ciała mówi wszystko. możesz oszukiwać siebie, lubisz mnie. ja wiem, że tak nie jest, bo to poczułem.

nie martw się, też cię nie lubię. jesteśmy kwita.

nikogo nie oszukuję.

 

nie zapomnę o tobie, ani nie zapomnę tego, co dla mnie zrobiłaś.

nie muszę o tobie zapominać, bo wcale mnie do ciebie nie ciągnie.

ngnieszkę musiałem wycierać z pamięci pumeksem, druciakiem i domestosem. kochałem ją.

 

nie zagaduj do mnie, bo to bez sensu.

zrozum, wcale mnie nie lubisz. mylisz przyjaźń z litością, współczuciem.

 

pozytywnie, nie wyłączaj mi tego. w tym, że jest dobrze, chyba nie ma nic złego.

DRUGI TRENING
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: krav maga po raz drugi  
12 grudnia 2008, 14:01

drugi trening był łatwiejszy. miałem grzać ławkę, ale trener powiedział, że będzie lekko i było.

nawet czegoś się nauczyłem.

nie była to czysta abstrakcja jak walka z sześcioma przeciwnikami, wśród których jeden ma nóż, żeby było weselej (średnio zanim ktokolwiek zorientował się, który oponent ma broń otrzymał już 5 śmiertelnych pchnięć).

mięśnie już tak nie bolały. tym razem pod koniec treningu wysiadł mi układ oddechowy.

krav maga wymaga silnej psychiki? nie wydaje mi się. wymaga jedynie silnej kondycji, roztrenowanych mięśni i rozciągniętych ścięgien, dobrej orientacji przestrzennej i pamięci.
w moim przypadku wszystko kuleje, ale to się zmieni.

 

za czym tęsknisz?

za kimś, z kim możesz na zmianę się kąsać i wpuszczać truciznę?

mnie to przestało bawić.

może dorosłem?

 

staram się pojednać z agnieszką.

nie będziemy kolegami, ale może mi wybaczy, może zrozumie.

 

zachciało mi się chcieć.

już nie myślę o tym, żeby udać się do galerii handlowej z plecakiem pełnym materiałów wybuchowych.

TRENING
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: trening  
10 grudnia 2008, 11:03

poszedłem na trening Krav-Magi i…

zbiła mnie dziewczyna i jakiś gówniarz.

co z tego, ze po jednym chaotycznym ciosie już by nie wstali, ale technikę to mają, trzeba im przyznać.

 

boli mnie wszystko.
straszny wycisk.

ZMIANA
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: zmiana  
05 grudnia 2008, 23:07

4 godziny haju, 48 godzin zejscia.

 

4 godziny przyjemności, szczęścia, radości, miłości, gadatliwości, śmiechu, towarzyskości.

10 godzin dreszczy, potów, stanów lękowych, halucynacji, strachu, łez, krzyków, bólu, paniki, zaburzeń równowagi, zawężenia pola widzenia, jak przy jaskrze.

24 godziny bezsenności.

cały dzień depresji, paranoi, obsesji, natrętnych myśli.

 

nie warto.

funshopy, takiego chuja.

 

ale…

coś się we mnie zmieniło. zapragnąłem wyjść z domu.

pojednałem się ze swoimi wrogami.

nigdy więcej wojen, żadnych wrogów.

pragnę spokoju.

LEGALNIE, JAK U DILLERA.
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: legalne dragi  
04 grudnia 2008, 00:51

teraz wiem to na pewno.

nadchodzi koniec świata.

prawdziwe narkotyki są legalne do kupienia w polsce.

prawdziwe narkotyki są legalne do noszenia przy sobie w polsce.

prawdziwe narkotyki są legalne do spożycia w polsce.

jak u dillera, legalnie.

ZŁAMANE... KOŚCI
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: kości  
28 listopada 2008, 17:00

złamane serce vs. złamane kości.

co boli bardziej?

 

bardzo się śpieszyłem. może za bardzo.

biegnąc z pokoju do pokoju z całym impetem kopnąłem krzesło. strzeliło aż miło.

znów nie mogę chodzić.

utknąłem w domu. kto mi pójdzie po piwo?

CZEKAM
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: czekam  
22 listopada 2008, 18:41

czekam, aż pozbieram wszystkie swoje myśli.

czekam a dynamit jest w mojej dłoni, wyrok zostanie zaraz wykonany.

 

mego miasta brudne dzieci, ładne panie, zapraszamy do reklamy.

jeden, dziewięć, dziewięć, siedem spadnie na miasto jeden.

widzę twoje życie, widzę jego życie. czym się różnicie?

 

mam dosyć, nie piję już za twoje zdrowie.

 

nie ma tu przemocy, gangsterów i złości. nie ma tu pokoju, nie ma tu miłości.

jest pustka, czyli stan, o którym nic nie wiesz.

 

czekam, nie mam ci już nic do powiedzenia. żegnając zaczynam, płomieniem uderzam.

TO BYŁ DOBRY DZIEŃ NA ŚMIERĆ
Autor: postal | Kategorie: tical 
Tagi: urodziny  
17 listopada 2008, 19:17

tik-tak, tik-tak, tik-tak…

czas… czas… czas…

 

wczoraj obchodziłem 25 urodziny.
miałem tego dnia popełnić samobójstwo.
żeby ładnie na nagrobku wyglądało. łatwo do zapamiętania. ta sama data urodzin, ta sama data śmierci, żył okrągłe 25 lat. ćwierć wieku.

już dawno sobie to zaplanowałem. wiedziałem, jak, wiedziałem gdzie, wiedziałem kiedy.
kupiłem sobie nawet w sklepie alpinistycznym 5 metrów linki.

 

zamiast tego tak się naprułem, że po zarzyganiu kibla poszedłem spać i wstałem dzisiaj.
przespałem datę swojej śmierci!

kurwa.

 

tik-tak, tik-tak, tik-tak…

czas… czas… czas…

 

dostałem mnóstwo życzeń od znajomych z internetu, których nigdy w życiu nie widziałem, a od znajomych z reala tylko jedne.

od agnieszki.