Najnowsze wpisy, strona 33


URODZINY
Autor: postal
17 listopada 2003, 02:14

     Wczoraj miałem okazję obchodzić swoje kolejne - tym razem 25 urodziny. Jak co roku od kiedy moja rodzina przestała istnieć zalałem się w trupa poprawiając sowicie dragami.

     Chyba urwał mi się film, bo obudziłem się dzisiaj po południu z okropnym bulem w bebechach i czaszce. Najdziwniejsze jest jednak to, że miałem na nogach buty. Nie pamiętam żebym gdzieś wychodził... Ale wszystko jest możliwe.

    No tak, zapomniałem dodać, że brakuje mi PIĘCIU SZTUK AMUNICJI...

PRZEJAŻDŻKA
Autor: postal
14 listopada 2003, 23:45

Mój Deawoo Polonez Atu Plus nigdy nie był w lepszej formie.

     Chciałem sprawdzić czy mechanik dobrze go wyregulował. Gość okazał się prawdziwym mistrzem w swoim fachu! Ta firma tuningowa całkowicie popieprzyła mi silnik.

     Wziąłem z domu parę bluntów, trochę pieniędzy na benzynę, panel od radia, płytę 6 Feet Deep i wyszedłem z domu. Na dworze było już ciemno i całkiem zimno. Szybko podszedłem do stojącego na parkingu samochodu, otworzyłem drzwi (centralny) i wsiadłem do śrogka. Skórzane siedzenia zdążyły zamarznąć, ale przecież jest podgrzewanie. Po kilku minutach w śrogku panowało przyjemne ciepło. Włączyłem muzykę i ruszyłem przed siebie. Silnik teraz pracował równo i wytwarzał przyjemny dla ucha warkot.

Zapaliłem blunta.

     Wymyśliłem, że pojadę za miasto. Przed siebie, bez wyraźnego celu. Na skrzyżowaniu jakiś szczyl w kadecie chciał się ścigać. To dobry test... Nie wysilałem się zbytnio. Mój samochód tylko wygląda (z grubsza) jak polonez. Z 2 litrowym silnikiem nie ma żartów. Długo walczył, może nazbyt długo, bo nie zmieścił się między ciężarówkę i terenowego nissana. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało, ale zbytnio mnie to nie obchodziło, więc pojechałem dalej. Dawno nie widziałem zamku, więc skierowałem się na południe.

     Zamek w Chęcinach, to naprawdę piękny przykład warowni obronnej z XIII wieku. Podziwiając go nie mogłem nie zapalić kolejnego gibsa. Już miałem wracać, kiedy nadjechał jakiś samochód. Stałem na wąskiej nieoświetlonej drodze odbijającej na zachód od zamku. Fiat 125p minął mnie i nagle zaczął ostro hamować. Spokojnie czekałem. Po chwili ze środka wysiadło trzech nagrzanych chamów. Ryje mięli jak oderwani od pługa. Dwóch zostało przy samochodzie, a jeden (najbardziej odważny) chwiejnym krokiem zaczął iść w moim kierunku. Trwało to bardzo długo, więc ruszyłem mu na spotkanie. Nie chciałem bardzo obtłuc samochodu, więc tylko lekko go udeżyłem. Kiedy wreszcie wylądował w rowie po lewej stronie drogi. Pozostali dwaj ciągle mieli przygłupie wyrazy na paskudnych gębach i wytrzeszczali oczy. Zatrzymałem samochód i zgasiłem światła. Wziąłem do ręki P-226 Sig-sauer'a, które przezornie wożę zawsze w schowku i wysiadłem z auta. Wycelowałem w tego po prawej i wystrzeliłem. To straszne, ale chyba miałem zamiar go zabić...

     Chybiłem. Pocisk wybił okno kilkanaście centymetrów od miejsca w które celowałem. Drugi od razu rzucił się do panicznej ucieczki. Po drugim strzale, który tym razem dosięgnął celu (przednia opona) ten pierwszy skoczył do rowu, ale chyba wyrżnął w coś łbem, bo nie podniusł się. Podszedłem do fiata, otworzyłem przednie drzwi od strony kierowcy, wrzuciłem luz i lekko pchnąłem grata. Stoczył się sprawnie tyłem po lekko pochylonym asfalcie i bezpiecznie zaparkował w rowie mniej więcej w miejscu, gdzie skoczył jego właściciel.

     Do domu wruciłem już bez postojów, no nie licząc tego pod budką z hamburgerami.

Kończą mi się piwa, jutro znowu muszę iść na zakupy...

NIE NAWIDZĘ HIPERMARKETÓW!

FLASHBACK 1
Autor: postal
13 listopada 2003, 23:46

OJCIEC.

Mój ojciec umarł 5 lat temu. Zawał.

     Był oficerem z zawodu, a myśliwym z upodobania. Często toważyszyłem mu w wyprawach do lasu, polowaliśmy razem. Dom był ozdobiony głowami i porożami najróżniejszej maści. Lubił majsterkować przy samochodzie, naprawdę lubił swoją pracę w wojsku. Swoją pracę często zabierał do domu - był zapalonym kolekcjonerem broni.

     To jego nietypowe hobby szybko stało się moim udziałem. Moją pasją...

MATKA

Matka dołączyła do niego 3 lata później...

 

     Nie mogłem siedzieć sam w tym wielkim pustym domu w którego ścianach kryło się tyle wspomnień. Sprzedałem go pierwszej osobie, która zgłosiła chęć kupna i kupiłem mieszkanie na jednym z nowych blokowisk.

     Bloki mają tą zaletę, że dają pewną anonimowość. Mijam się z sąsiadami w windzie bez słowa, nikt o nic nie pyta, nie interesuje się, co robię w swoim mieszkaniu (pod warunkiem, że zbytnio nie hałasuję). Mógłbym zrobić rzeźnię, laboratorium produkujące narkotyki, a nawet wznieść ołtarz ofiarny, a nikt by niczego nie zauważył...

     Na początku byłem załamany - zostałem zupełnie sam, ale wkrótce zrozumiałem, że to nie powód do smutku, ale do radości. Pogodziłem się z tym i zacząłem życie na własny rachunek. Miałem ambicje skończyć studia, może zostać oficerem w armii?

     Cały czas jednak dręczyło mnie wrażenie, że świat usuwa mi się spod stóp. Małe niepowodzenia zaczęły pociągać za sobą kolejne, większe tworząc z biegiem czasu prawdziwą lawinę.

     Przez ostatni rok zrobiłem masę bardzo głupich rzeczy. Większości nie da się nigdy naprawić...

ZAKUPY
Autor: postal
13 listopada 2003, 23:44

ODEBRAĆ SAMOCHÓD Z WARSZTATU!!

 

LISTA ZAKUPÓW:

*REAL

- 2 x bagietka (TIP)

- zgrzewka piwa Dębowe 0,5l puszka

- konserwa mięsna (Slaughter no 5)

*PRACTICER

- zimowy płyn do spryskiwaczy

- 2 x toporek 600g TOPEX

- zimowy płyn do chłodnicy

- topór strażacki 5500g TOPEX

- łom 700 mm TOPEX

- osełka

- piła spalinowa Black & Decker 3,6KM 47cm (promocja!!)

- nafta (10 x 1l)

- mieszanka paliwowa do piły

- węgiel drzewny 10kg

- łopata TOPEX

- sół przeciw gołeledzi

KLATKA
Autor: postal
13 listopada 2003, 02:23

Ściany zwężają się, sufit wali mi się na głowę. Czuję, że się duszę, muszę wyjść...

NOTATKA 1
Autor: postal
12 listopada 2003, 20:48

INTERNET TO WSPANIAŁA RZECZ...

     Internet to chyba największy wynalazek naszej cywilizacji. W sieci zgromadzona jest cała wiedza, jaką ludzkość zdołała zgromadzić. To wspaniałe narzędzie...

Wspaniałe dla wariatów!!

     Do tej pory nie zdawałem sobie z tego sprawy. Aukcje internetowe, internetowe sklepy - pełna dyskrecja, wystarczy podać adres i czekać na paczkę, nikt o nic nie pyta...

     A wiedza praktyczna... Proszę, nie wiesz jak zrobić trotyl z węgla drzewnego, saletry i siarki? Od czego masz wyszukiwarke? Chcesz zrobić nitroglicerynę? Nic prostrzego, wszystkie składniki kupisz w SIECI. Bomba odłamkowa? Kawał rury, trochę śrub i nakrętek, zrobiony w kuchni proch czarny i zapalnik z żaróweczki... Napalm? Woda królewska? Neurotoksyny? Trucizny? Co tylko chcesz.

Wiedzieliście,  że pociski wystrzelone z wiatrówki gładkolufowe mają podobną prędkość początkową i siłe do broni konwencjonalnej małego kalibru? Hmmm, karabin wyborowy za 799zł.

 

Czas zrobić zakupy...

DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI
Autor: postal
11 listopada 2003, 18:14

BÓL...

OTWIERAM POWIEKĘ, BÓL...

NIE CHCE WRACAĆ!!

ZAPADAM SIĘ W OTCHŁAŃ.

 

     Nie pamiętam, która była godzina. Było już ciemno za oknami, a ja dopiero odzyskiwałem świadomość.

Głowa... Strasznie bolała mnie głowa.

     Z otchłani niepamięci powoli zaczęły mi się wyłaniać kształty tego, co działo się wczoraj. A może dzisiaj??

Gaz jeszcze mam...

     Zagotowałem sobie wodę na herbatę. Kiedy ją piłem ciągle jeszcze nie byłem pewien, czy SEN już się skończył.

Śniłem koszmary.

Bładziłem gdzieś ulicami...

Bar??

     Nie pamiętam twarzy, ale słyszę głosy. Ten jeden głos...

Krew??

 

Od czego mamy w święta. To dobry czas na wspominanie przeszłości...

FURIA
Autor: postal
10 listopada 2003, 21:38

Więc jednak stało się...

WSZYSTKO CO MA KONIEC MA TEŻ SWÓJ POCZĄTEK

 

     Dzisiaj moja czara goryczy uległa przepełnieniu. Frustracja osiągnęła stan apogeum. Zdałem sobie sprawę, że nie mam ochoty dłużej pełnić funkcji obluzowanego trybu w zardzewiałej i wypaczonej maszynie, która gdzieś po drodze zatraciła swój pierwotny kształt i priorytetowe cele, zwanej przez wielu dumnie SPOŁECZEŃSTWEM. Cóż, można powiedzieć, że narodziłem się na nowo...

     Mieszkańcy pięknego kraju gdzieś daleko za ogromnym oceanem, gdzie każdy może posiadać broń długą bez żadnych specjalnych pozwoleń, nazywają podobny stan mianem POSTAL. U nas zwykło się mawiać DEPRESJA MANIAKALNA.

     W każdym razie odłączyłem (a raczej wyrwałem ze ściany) telefon, wyrzuciłem kluczyk od skrzynki pocztowej do ustępu, zlikwidowałem konto bankowe i poprzysiągłem, że już nigdy nie zapłacę żadnego rachunku czy innego podatku i ot tak dla zasady wepchnąłem książeczkę mieszkaniową w usta przerażonej pani z okienka w budynku administracji osiedlowej...

     Chcecie wiedzieć dlaczego tak mi odbiło? Dlaczego odrzuciłem swoją wygodną egzystencję, soje człowieczeństwo? Otóż to przez was!! Przez was wszystkich!! Może to właśnie ty jesteś tą grubą łysiejącą babą w kiosku ruchu, która widząc, że nadjeżdża mój autobus specjalnie z krzywym uśmieszkiem na obleśnej facjacie upuściła na podłogę mój bilet? A może ty to ta pieprzona urzędniczka na poczcie, która po dwóch godzinach stania w kolejce z satyswakcją w skośnych oczach odsyła mnie z kwitkiem, bo nie wziąłem z domu jakiegoś zasranego kwitka?? Bo chyba nie jesteś tym skurduplałym pierdzielcem wystrojonym w świecące dresy z bazaru, który dziś rano w autobusie próbował mnie naciągnąć na 79zł, tylko dlatego, że nie miałem zasranej ligytymacji studenckiej!!! Przecież jechałem na uczelnie!! Może tą cipą od psychologii, która nie zaliczyła mi kolokwium mówiąc prosto w oczy, że powinienem sie iść leczyć...

ŁAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!

     Jeszcze tej nocy ktoś umrze...