Archiwum 25 kwietnia 2005


TESCO
Autor: postal
25 kwietnia 2005, 18:02

     Praca w hipermarkecie nie daje żadnej wewnętrznej satysfakcji, nie sprzyja samorealizacji ani samokreacji. Nie daje zadowolenia, nie jest powodem do dumy, jest chujowa i kiepsko opłacana.
     Dopóki nie stanie się w dziale z elektronarzędziami.
- Dzień dobry, może życzy sobie pan wypróbować wiertarkę do żelbetonu? Nie? A może małżonka chciałaby przetestować młot udarowy? Zaczekajcie... Cholera! Dzień dobry może pani... Zaczekaj! Kurwa...
- Dzień dobry gnojku, chcesz pobawić się piłą spalinową? Pokazać ci jak działa? To dobra piła. Z najnowszej kolekcji Black&Decker. Model Carnage. 3,7 konia mechanicznego, 47 centymetrowa prowadnica, tytanowy łańcuch, układ samo czyszczenia i samo smarowania, zabezpieczenie przed zalaniem silnika, system antywibracyjny, rozruch klasyczny, kinetyczny. Może działać na paliwo lotnicze po drobnej modyfikacji gaźnika. Tak się uruchamia silnik...
- Tu jesteś synku. Co ten pan ci zrobił, dlaczego płaczesz?
- Nazwał mnie gnojkiem i chciał uciąć głowę piłą!!
- Litości, nie głowę tylko nogę, co za gnojek! Może pani kupi dziecku szlifierkę? A zresztą.
     Tak jak w reklamach, silnik zapalił za pierwszym pociągnięciem sznurka. Dźwięk silnika był nawet ładniejszy niż w radiowych spotach.

     Wierzcie mi, nic bardziej nie sprzyja samorealizacji niż wbiegnięcie w dzikim pląsie w gęstniejący tłum gapiów z piłą mechaniczną na wysokich obrotach.

Bez tytułu
Autor: postal
25 kwietnia 2005, 01:38

     Nagle podłoga się skończyła. Postąpił o krok za daleko albo schody szlag trafił, nie był pewien. Zaczął spadać, a drzwi zamknęły się z głuchym pluskiem.
     W nieprzeniknionej ciemności poczuł, że się dusi. Chciał zaczerpnąć tchu, ale w ustach miał wodę. Odruchowo wyciągnął ręce, kurczowo schwycił krawędzi wanny, gwałtownym szarpnięciem wyrwał głowę spod czarnej tafli gęstej, śmierdzącej wody. Podniósł się z wysiłkiem, przełożył nogę przez krawędź wanny i spadł. Podłoga żarzyła się gdzieś daleko w dole.
     Upadkowi towarzyszyło mlaśnięcie i uczucie chłodu. Wyciągnął twarz z kałuży błota, przetarł oczy i rozejrzał się w panicznym strachu. Nad okopem świszczały pociski. Dwóch ludzi z krzyżami na opaskach schwyciło go za ręce i zaczęło ciągnąć, chciał zapytać, ale hałas zagłuszał słowa. Coś upadło przed nimi. Pstryknęło, podskoczyło i rozerwało głowy ciągnącym go ludziom. Krew i miazga chlusnęła mu w twarz zalewając oczy. Nie mógł wstać, mógł tylko krzycze.
     Podbiegli następni, wciągnęli go do pomieszczenia. Pełnego krzyków i jęków.
Chirurg stał nad ciałem z krwawiącą okrągłą dziurą w boku. W prawej ręce ściskał zakrwawiony skalpel. Przygotowywał cięcie, kiedy pomieszczeniem wstrząsnęła potężna eksplozja, światło przygasło na chwilę. Ręka wykonała gwałtowny ruch. Skalpel wszedł w ciało jak w ciepłe masło. Niestety w złym miejscu. Asystująca młoda pielęgniarka nie zdążyła odwrócić głowy, zwymiotowała na wnętrzności, które wylały się na podłogę. Chirurg zaklął, po czym osunął się na wciąż żywe zwłoki z kawałkiem drzwi wystającym groteskowo z czoła. Dopiero teraz zrozumiał dlaczego nie może wstać, zamiast nogi miał krwawiący kikut. Do schronu wpadł granat, za nim grad pocisków.

Gęsta woda zamknęa się nad nim.