Archiwum sierpień 2004


DZIECI...
Autor: postal
30 sierpnia 2004, 00:15

Pieprzone bachory…

     Całymi dniami słyszę ich piskliwe głosy, śmiechy, wrzaski. Nie mogę tego znieść. Zamiast czytać książki bawią się na ulicach, oblegają place zabaw, ganiają się po klatkach schodowych, śmiecą, plują, srają, oddychają. Wczoraj o mało jednego nie rozjechałem (skurwiel mi uciekł). Nie da się z tym walczyć, trudno do nich trafić z wiatrówki…

 

Musze wyjechać...

PRZYKRE WSPOMNIENIA Z DZIECINSTWA, CZESC...
Autor: postal
24 sierpnia 2004, 22:23

Było to dawno, dawno temu. Tak dawno, że aż nie prawda.

     Miałem kiedyś chomiczka… Nie był to byle jaki chomik, tylko chomik syryjski…
Kupiłem go w sklepie zoologicznym za całe… Kurwa, skąd ja mam pamiętać za ile go kupiłem?? W każdym razie był kurewsko drogi. Nazwałem go… Chuj wi jak, ale na pewno jakoś go nazwałem…
     Naprawdę go lubiłem (do czasu, aż mnie wstrętne bydle udziabało w palca). Zajmowałem się nim, bawiłem, wyprowadzałem na dwór. Razem bawiliśmy się w piaskownicy. Budowałem zamki z piasku, wkładałem go do środka, a następnie symulowałem trzęsienie ziemi sprawdzając ile czasu zajmie mu wygrzebanie się na powierzchnię.
     Już wtedy stało się dla mnie jasne, że ten chomik, to urodzony komandos. Poszedłem o krok dalej. Zrobiłem mu spadochron z chusteczki do nosa, przywiązałem sznurkami za szyjkę i zrzuciłem z balkonu.

Spadł jak kamień...

     Najwidoczniej źle dobrałem stosunek masy do powierzchni nośnej, ale wtedy jeszcze nie potrafiłem tego nazwać. Kolejne próby przyniosły lepsze rezultaty. Zauważyłem jednak, że spadochroniarstwo wyraźnie go męczy, gdyż po kilku „skokach” miał problemy ze złapaniem oddechu, język wisiał mu do pasa (i miał dziwnie fioletowy odcień), a oczka wyszły mu na wierzch. 
     Chomik jednak nadal był spragniony wrażeń. Poznałem to po tym, że na mój widok uciekał do swojego domku i zakopywał się w trocinach.
     Przyszła pora na skoki bungee. Jeden koniec sznurka obwiązałem mu wokół szyjki, a drugi przywiązałem do barierek balkonu...

I co pewnie myślicie, że powiesiłem biedaka??

Nic z tych rzeczy… 
Jak zawsze dałem za dużo sznurka… Całe szczęście, że rąbnął w skalniak.

     Przez parę dni nie chciał się bawić. Właściwie, to nie chciał też jeść, ani pić… Musiał się bardzo zmęczyć, bo cały czas tylko spał.

Pewnego razu zdarzyła się tragedia...

     Bawiłem się z chomiczkiem, kiedy nagle zachciało mi się kupę. Cóż ludzka rzecz. Niewiele myśląc wziąłem chomika i pognałem do toalety. Musiało mi się bardzo chcieć, bo tak go ścisnąłem, że aż wybałuszył oczka…
     Podniosłem deskę, posadziłem zwierzaka na spłuczce i zasiadłem na desce. Napiąłem się, sprężyłem. Czułem, że zaraz od ciśnienia eksploduje mi czaszka, kiedy nagle usłyszałem „chlup”. Zadowolony wytarłem pupę, zamknąłem muszlę i spuściłem wodę.
     Odwróciłem się na pięcie aby zabrać chomika...

- Maaaaamoooo chomiczek uciekł!!

MORAŁ: Nigdy nie zostawiaj swojego ukochanego zwierzątka na spłuczce od sedesu i nie odwracaj się do niego plecami... Wypadki chodzą po zwierzętach.

MAYBE SOMEBODY CAN HELP ME??
Autor: postal
18 sierpnia 2004, 14:22

"( ... ) Gdyby nie te wszystkie cudowne gry, to już od dawna siedziałbym w więzieniu za wielokrotne morderstwa ze szczególnym okrucieństwem ( ... )"

fox666

PRZYKRE WSPOMNIENIA Z DZIECINSTWA, CZESC...
Autor: postal
17 sierpnia 2004, 18:04

„BAKUŚ”

 

     Miałem kiedyś chomiczka… Nie był to byle jaki chomik, tylko chomik syryjski…

Kupiłem go w sklepie zoologicznym za całe 7zł. Nazwałem go Bakuś. Karmiłem go, poiłem,  zmieniałem mu trocinki, paliłem z nim marihuanę, czasami częstowałem go piwem… Codziennie kiedy wracałem ze szkoły w pierwszej kolejności witałem się z Bakusiem. Przeżyliśmy razem nie jedną przygodę. Kiedy wyjeżdżałem zabierałem Bakusia ze sobą. Razem kradliśmy radia z samochodów, razem dokonywaliśmy rozbojów i gwałtów. Zrobiłem mu nawet taką mała kominiarkę…

 

Pewnego razu zdarzyła się tragedia…  

 

     Kiedy wróciłem ze szkoły pobiegłem do swojego pokoju, aby przywitać się z Bakusiem. Bakuś leżał w swoim małym domku. Nawet nie wyszedł, aby mnie powitać… Po prostu leżał… Ciężko oddychał. Miał zaropiałe oczka. Chorował…

Całą noc czuwałem przy nim…

Kiedy się obudziłem Bakuś już nie żył.

Odszedł, umarł, przekręcił się, wyciągnął kopyta, kopnął w kalendarz, zdechł, wywaliło mu pikawę, przegrzał się, odleciał, odpadł…

 

Długo cierpiałem, płakałem, wyłem…

Następnego dnia poszedłem do zoologa i kupiłem sobie świnkę morską. Ale nie byle jaką świnkę morską, bo świnkę rozetkową!!

Ale to już zupełnie inna historia…

 

MORAŁ: Nigdy nie trzymaj swojego ukochanego zwierzątka w pobliżu płytki owadobójczej firmy „Rajd”, bo ona naprawdę działa...

ZONA CIAGLE (KURWA) POSZUKIWANA (KURWA)!!
Autor: postal
17 sierpnia 2004, 01:55

     Co jest (kurwa)?? Zero zgłoszeń (a ciebie glupi pedale i tak znajde!!) na moj casting? Co to (kurwa) zgrabnych dlugonogich blondynek (z duzym biustem) na świecie zabraklo czy jak?? No bo to przecież nie chodzi o to, że mam jakieś (kurwa) wygurowane (kurwa) wymagania (kurwa)!!

Cóż (kurwa) oferta nadal (kurwa) akrualna (kurwa)!!
Mój agennt do spraw werbunku żon czeka codziennie w wieczorowych porach pod numerem 2660432.

I to juz kurwa koniec notki...

OGLOSZENIE DROBNE
Autor: postal
15 sierpnia 2004, 14:28

PILNIE POSZUKIWANA KOBIETA NA STANOWISKO ŻONY!!

     JEŻELI MASZ 17-21 LAT I JESTEŚ ZGRABNĄ, DŁUGONOGĄ BLONDYNKĄ Z DUŻYM BIUSTEM I MENTALNOŚCIĄ ŚREDNIOWIECZNEJ KOBIETY, KONIECZNIE ZGŁOŚ SIĘ NA CASTING (GG: 2660432)!! DOŚWIADCZENIE NIE WYMAGANE (NAJLEPIEJ JEŚLI JESTEŚ DZIEWICĄ)!! MILE WIDZIANA PSYCHOZA LUB MANIA PRZEŚLADOWCZA!!

NIE MOWCIE NIKOMU JAK KONCZY SIE OSADA...
Autor: postal
15 sierpnia 2004, 02:09

     Na końcu okazuje się, że te "potwory" to tylko maskarada starszyzny wioski (żeby zniechęcić ludzi od zapuszczania się w lasy), a ta cała wioska to tylko zamkniety i szczelnie izolowany od świata rezerwat utrzymywany z pieniędzy ojca głowy starszyzny... Akcja oczywiście toczy się w czasach współczesnych...
     Krótko mówiąc nędzny klon "Truman Show". 

     Szkoda, że dowiedziałem się tego dopiero po nudnych jak flaki z olejem 2 godzinach, bo bym już na początku tej pożałowania godnej farsy wyszedł z kina...
     I może nawet nikomu nic by sie nie stało... Musiałem sie przeciez na kimś wyładować...

PSIKUSY...
Autor: postal
13 sierpnia 2004, 23:58

PSIKUSY, DOWICIPY I TAKIE TAM…

 

PSIKUS NR 1: CUKIERKI ZE STRYCHNINĄ

     Pół kilograma najtańszych cukierków w czekoladzie (bez papierków) wkładasz na 20 sekund do mikrofalówki. Po wyjęciu obtaczasz je dokładnie w trutce na szczury. Zawijasz ponownie w papierki i pozostawiasz do wystygnięcia. Następnie rozdajesz je dzieciakom na jakiejś ustronnej wiosce lub małym miasteczku…

ZALICZONE.

 

PSIKUS NR 2: WODA MINERALNA Z KWASEM AZOTOWYM

     Do dwulitrowej butelki (nie otwieranej) wstrzykujesz strzykawką 100ml stężonego kwasu azotowego (96%). Stawiasz ją w upalny dzień w jakimś ruchliwym i widocznym miejscu i obserwujesz „kwaśną” minę tego, który postanowi się z niej napić…

ZALICZONE.

 

PSIKUS NR 3: ŻARÓWKA Z NAPALMEM

     Uwaga, dowcip działa tylko w nocy!! Za pomocą poręcznego palniczka wiercisz dziurkę w żarówce. Wstrzykujesz do niej mieszankę benzyny z jakimś detergentem. Wkręcasz żarówkę na klatce schodowej – najlepiej na parterze (to ta niebezpieczna część dowcipu). Następnie czekasz cierpliwie, aż ktoś wejdzie do klatki i postanowi zapalić światło. Możesz równie dobrze zadzwonić do czyichś drzwi i uciec piętro wyżej. Jeżeli jest odważny to wyjdzie na klatkę i  najprawdopodobniej zapali światło… Jeżeli to twój blok to przed dowcipem zadzwoń na straż pożarną…

ZALICZONE.

 

PSIKUS NR 4: TEATRALNY NÓŻ CHOWAJĄCY SIĘ W RĘKOJEŚCI

     Bierzesz z domu duży nóż kuchenny. Wmawiasz komuś, że to specjalny nóż chowający się w rękojeści przy pchnięciu, po czym demonstrujesz to kilkakrotnie (dla uzyskania lepszego efektu) na osobie, która nie dowierza…

ZALICZONE.

 

PSIKUS NR 5: KOT KAMIKAZE

     Potrzebny ci tylko słoik z benzyną (lub napalmem dla uzyskania lepszego efektu) i duży gruby kot. Ogon wyżej wymienionego kota maczasz obficie w środku zapalającym, podpalasz i puszczasz kota „luzem”. Najlepiej wrzucić zwierzaka komuś na podwórko, albo do klatki schodowej… Jeżeli to twój blok wczesniej zawiadom straż pożaarną!!

ZALICZONE.

 

PSIKUS NR 6: PIKANTNA KANAPKA

     Przygotowujesz apetycznie wyglądającą kanapkę. Do środka wkładasz kilka żyletek. Częstujesz nią kogoś wyglądającego na głodnego. Śmieszniej będzie jak uprzedzisz delikwenta, że kanapka jest naprawdę ostra... Po chwili podziwiasz efekty…

ZALICZONE.

 

PSIKUS NR 7: PERMANENTNE ZATWARDZENIE

     Ofiarę tego żartu najpierw należy uśpić, ewentualnie unieruchomić. Do odbytnicy wprowadzasz długą plastikową rurkę (od biedy można użyć tej fabrycznej), przez którą wstrzykujesz delikwentowi szybkoschnącą piankę poliuretanową. Niech teraz zachce mu się kupę…

ZALICZONE.

 

Należy pamietać, że wszystkie opisane wyżej żarty są moją własnością (są opatentowane) i przed urzyciem któregoś z nich należy zapytać mnie o zgodę. Miłej zabawy młodzi kawalarze...

FRIDAY 13th
Autor: postal
13 sierpnia 2004, 00:50

I stało się...

PIĄTEK 13-go jest rzeczywistością!!

 

To dobry dzień na robienie dowcipów w stulu ucięcia komuś głowy lub wywleczeniu wnętrzności na zewnątrz...
Wystarczy urzyć wyobraźni i odrobiny finezji. Muszę się z tym przespać.
Może sny podsuną mi lepsze pomysły?

MADNESS
Autor: postal
12 sierpnia 2004, 23:15

. . . . . . . SHIZOFRENIA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . PARANOJA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . NERWICA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . DEPRESJA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . NETRĘCTWA . .  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . UROJENIA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . FOBIE . . . . . . . . . . . LĘKI . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . MANIA PRZEŚLADOWCZA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . DEWIACJE . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . OBSESJE . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . MATNIA . . . . . . . . . . . . . . . . . . MIZANTROPIA . . . . . . . . . . .

TOMORROW WILL BE GOD DAY TO DIE...
Autor: postal
12 sierpnia 2004, 21:55

Jutro jest ten dzień...
Nadszedł wreszcie czas...
Kto tym razem umrze?

Jak zawsze któreś z WAS...

 

Długo czekałem.
Miejcie oczy szeroko otwarte.
Magiczna data... Wypadki chodzą po ludzich...

Najlepiej nie wychodzić z domu...

CURSE
Autor: postal
12 sierpnia 2004, 09:20

Twoja dusza Moją jest;
Ja wyznaczam czas...

Na mój znak opuścisz świat;
Morderco dzieci, sługo zła...

TICAL
Autor: postal
11 sierpnia 2004, 21:52

Najpierw ONI zrzucili bombę...
     Biały błyska na kilka minut rozjaśnił niebo nad całą północną półkulą. Ludzie wylegli na ulicę podziwiając fenomen. Wkrótce ich ciała zaczęły płonąć... Skóra pomarszczyła się i popękała. Oczy wygotowały się zostawiając ziejące pustką oczodoły. Potężna fala uderzeniowa zdmuchnęła ich zwęglone ciała zastygłe w groteskowych pozach...
Później była zaraza...
     Ci którzy byli bezpiecznie ukryci pod ziemią przetrwali. Zdziesiątkowała ich choroba... Wypadały im włosy, skóra odchodziła wielkimi płatami. Nie mogli jeść, nie mogli pić.
Następnie przyszła śmierć...
     Agonia trwała tygodniami. Umarli wszyscy, jeden po drugim...
Dotarła wszędzie. Zapukała do każdych drzwi. Nie było na nią lekarstwa...

Setki tysięcy zginęło...
Ci którzy przetrwali żałowali, że nie umarli od razu...

8 sierpnia 2004
Autor: postal
09 sierpnia 2004, 03:19

Jestem zmęczony.
Właściwie to padam z nóg...

     Wstałem zanim jeszcze słońce na dobre rozgościło sie na nieboskłonie. Nie mogłem spać. Dręczyły mnie niejasne wizje z przeszłości oraz dziwne przeczucia, przypominające bardzo natrętne swędzenie. Wypiłem kawę, do długiej torby wrzuciłem łopatę, tandetną chińską maczetę, menaszkę ze spirytusem, moje ulubione papierosy i pare paczek Lays'ów.
     Jak zwykle kiedy się gdzieś śpieszę samochód odmówił współpracy. Musiałem odpalić go "na popych", co kosztowało mnie wiele wysiłku i cierpkich słów pod adresem sił sprawczych kierujących tym światem (komunistów, faszystów i innych wariatów). Po kilku godzinach (!) błądzenia po lasach i klnięcia na co popadnie udało mi się skręciw we właściwym momencie i po dalszych kilkudziesięcu minutach dojechać pod samą bramę domu, domu w którym spędziłem dzieciństwo...

     Widok jaki ujżałem w pierwszej chwilio nieco mnie zaskoczył. Otóż w koszmarnym śnie widziałem ten dom jako zdewastowaną ruinę otoczoną na wpół umarłymi drzewami, suchymi liścmi zaścielającymi ziemię oraz wszechobecną mgłą. Okazało się, że wizja ta nie miała nic wspólnego z rzeczywistością. Brama, podobnie zresztą jak i całe ogrodzenie, była w doskonałym stanie. Otoś zadał sobie niemało trudu oczyszczając kute żelazo z rdzy i impregnując je na nowo. Drzewa szumiały cicho zielonymi i zdrowymi liśćmi. Między pniami dało się widzieć soczysty, zadbany trawnik oraz odnowioną elewację domu i nową czerwoną dachówkę. Kamera umieszczona na cokole wspierającym bramę właśnie obróciła się w prawo i teraz ogniskowała się na moim samochodzie.
     Zgasiłem motor i wysiadłem z auta. Zarzuciłem na ramię torbę i skierowałem się okrężną drogą w stronę lasu rozciągającego się za tyłem posiadłości.

     Nie poznawałem tego miejsca. Las się zmienił. Zarósł i zdziczał. Musiałem przedzierać się przez chaszcze i zarośla nieraz torując sobie drogę maczetą. Zatrzymywałem się przy każdym "dużym drzewie" i kopałem. Kopałem z coraz większą zaciekłością i determinacją. Opróżniłem manierkę, zjadłem wszystkie chipsy, wykopałem kilkadziesiąt dołków...

NIE ZNALAZŁEM...

     Nawet nie zauważyłem kiedy zrobiło sie ciemno. Sfrustrowany obmacałem dokładnie wszystkie kieszenie. Nie wziąłem latarki... "Wrócę jutro" pomyślałem.
    
Wrzuciłem szpadel do torby, przerzuciłem ja przez ramie, kiedy nagle wiatr przestał wiać.

     Liście przestały szumieć... Ptaki zamilkły... Ciemność zgęstniała jeszcze bardziej... Usłyszałem szept...

     Rzuciłem się do ucieczki. Liście i gałezie chłostały mnie po twarzy, czepiały sie ubrania i butów. Nie zważając na ból biegłem. Nie wiedziałem nawet czy biegne w dobrym kierunku... Po prostu chciałem znaleśc się jak najdalej od tego przeklętego GŁOSU!! Jak najdalej od tego przekletego lasu. Jak najdalej od tego przekletego domu.
     W końcu zdyszany, zlany zimnym, lepkim potem wypadłem na drogę na północ od miejsca, w którym zostawiłem samochód. Drżałem na całym ciele. Nie mogłem się skupić, zacząć racjonalnie mysleć. Zdałem sobie sprawę, że przedzierając się przez zarośla w irracjonalnym ataku paniki zgubiłem gdzies torbę. Było mi wszystko jedno. Nie miałem zamiaru po nia wracać...

Przynajmniej nie dziasia... Nie po ciemku...

26 kwietnia 1986
Autor: postal
08 sierpnia 2004, 00:14

Miałem kiedyś COŚ...
Było moje... Moje i niczyje więcej!!
TYLKO MOJE!!

Znalazłem TO w lesie... Było piękne... Piękne i straszne zarazem...
Świeciło nikłym blaskiem... Wołało mnie po imieniu...
Chciało, żebym wejrzał wgłąb TEGO...

Bałem się...
Zawinąłem TO w chusteczkę i schowałem w szafie.

Nie pomogło...

     W nocy widziełem zielony blask przesączający się przez zamknięte drzwi. Słyszałem szepty.
Najperw prosiły mnie, później rozkazywały. Wreszcie przeszły w szloch, następnie histeryczny chichot.

Bałem się...

     Nazajutrz poszedłem do lasu za ogrodem mamy. Szedłem długo. Mama zabraniała mi oddalać się tak daleko od domu.
     Wyciągnąłem zawiniątko z kieszeni. Chciałem ostatni raz obejrzeć TO, nacieszyć sie jego widokiem...
Zawachałem się. Szept stawał się nie do zniesienia.

- Rozwiń MNIE!! Zajżyj we MNIE!! Zajżyj!! Zajżyj!! Zajżyj...

     Gołymi dłońmi wykopałem dołek. Pod dużym drzewem. Włożyłęm tam zawiniątko.

- NIEEEEEE!!! ZAJŻYJ WE MNIE!! ROZWIŃ!!!

     Szybko zasypałem dół ziemią. Chciałem pozbyć się TEGO z głowy!!

Krzyczałem, krzyczałem ile sił w płucach.

     Zacząłem biec. Goniło mnie wściekłe wołanie, słyszałem wrzaski, groźby... TO mówiło straszne rzeczy, bałem się!!
Przewróciłem się i upadłem. Zakryłem uszy, zwinąłem się w kłębek i krzyczałem...
     W końcu osłabłem. Chyba zasnąłem. Nie pamiętam...

     Obudziłem się w domu. Nade mną stała mama. Martwiła się...

GŁOS UCICHŁ, GDZIEŚ SOBIE POSZEDŁ...

 

Teraz wiem, że zrobiłem źle.
Powinienem być bardziej odważny!!
Powinienem usłuchać głosu!! Zajrzeć w kamien!!!
POJADĘ TAM...
ODNAJDĘ GO...

WOOPS, I DID IT AGAIN...
Autor: postal
05 sierpnia 2004, 23:33

Znów TO zrobiłem...

TO jest jak narkotyk...
Gdy raz zaczniesz, nie możesz już pszestać...

Nawet nie wiem kim ONA była, ile lat miała, gdzie mieszkała, w co wierzyła...
Po prostu szła sobie. W nieodpowiednim miejscu, o złej porze...

Podszedłem od tyłu. Jakiś czas szedłem za NIĄ.
Słuchała głośnej muzyki.
Nawet nie zauważyła jak nadchodzę...

Zarzuciłem JEJ strunę na szyję.
Ścisnąłem mocno.
Walczyła tylko przez moment.
Po chwili była jak szmaciana lalka...

Dookoła nie było nikogo... Nikt JEJ nie widział, nikt JEJ nie pomógł.
Zabrałem torebkę i odszedłem w noc.

A muzyka grała dalej.

BATTLEFIELD
Autor: postal
04 sierpnia 2004, 22:50

Leżę martwy…

 

     Gdzieś w oddali słychać wściekłe ujadanie karabinów maszynowych.

Znów upadła bomba zamieniając murowany budynek w ziejącą czernią jamę.

Jęki konających, pośpiesznie wykrzykiwane rozkazy.

Ktoś przebiega po moim martwym ciele, odwracając mnie na plecy.

 

     Widzę niebo, białe obłoczki leniwie suną na północny wschód.

Już niczego nie potrzebuję…

 

NICZEGO JUŻ NIE MUSZĘ...

KAZDY INNY... ZAWSZE ROWNY??
Autor: postal
04 sierpnia 2004, 03:14

Nienawidzę was wszystkich…

 

     Nie chcę oglądać waszych, modelowanych konwenansami i panującymi w tym waszym pieprzonym społeczeństwie zasadami, masek – uśmiechniętych lub smutnych w zależności nie tyle od sytuacji, co od socjologicznie obowiązujących reguł.

     Szufladki, przegródki, każdy musi mieć swoje miejsce, za wszelką cenę, nawet na siłę. W przeciwnym razie system się wywala, ale od czego macie szpitale psychiatryczne, więzienia, szafy, piwnice… My to MY, a oni to ONI. Chcesz być z nami – ubieraj się jak MY, mów jak MY, jedz to co MY, myśl jak MY, wierz w to co MY…

     Boicie się czego nie znacie, niszczycie to czego się boicie… Zabijacie wszelką indywidualność. Wszystko co inne zamykacie w klatkach, izolujecie i skrzętnie chowacie, drżąc na samą myśl, co pomyśli rodzina, sąsiedzi, znajomi.

     Demokracja to wasz najgłupszy wynalazek. Każdy system jest po tysiąckroć lepszy od tego. Stwarza wam pozory wolności i niezależności trzymając jednakże mocno za jaja. Ale wy przecież lubicie maskarady…

 

Ja tu po prostu nie pasuję!!

 

     Urodziłem się wojownikiem. Żyję jak roślina uprawna, jak niewolnik waszych reguł, których nie pojmuję, które są dla mnie czystą abstrakcją!! Widzicie we mnie tylko to co może być przydatne „dla dobra ogółu”, czyli waszego. Moje potrzeby interesują was tyle co dawane na tacę drobne… Chcecie, żebym siedział cicho, kształcił się, a przez resztę życia produkował, wytwarzał, budował… Aby wreszcie zdechnąć jako pomarszczony, schorowany i zapomniany starzec, gdzieś w przytułku.

     Co wasz system oferuje w zamian? Ułudne poczucie bezpieczeństwa oraz radosną konsumpcję.

     Siedzę więc na dupie i konsumuję, konsumuję i rzygam.

 

     Urodziłem się by zabijać, zabijać i być zabitym. Zwyciężać lub przegrać, raz i ostatecznie.

Walczyć o pokarm, o terytorium, o przetrwanie. Panować lub zginąć.

 

Więc zabijcie mnie lub zamknijcie zdala od waszych gier, waszych spraw, waszego świata!!

 

Bo już wkrótce (...)

LOVE IS WEIRD KIND OF SHIZOPHRENY...
Autor: postal
02 sierpnia 2004, 16:40

Zabij w sobie miłość albo pozwól jej uciec...

Nie obchodzisz nikogo, wszyscy maja cię w dupie...

Nie znają twoich mysli ni twojej duszy, nie maja pojęcia co w środku cie dusi...